Mało brakowało, a byłoby bardzo źle. Rozwaliłem sobie ramię odłamkami zbrojonej szyby, kiedy pijany wnosiłem rower na 10 piętro. Nie, nie jechałem po pijaku – wróciłem taksówką, a rower był w bagażniku.
Wiatr zawiał, a ja spadłem razem z rowerem w szybę. Zrobił się z tego niezły show, bo zabryzgałem krwią całą klatkę schodową.
Już jestem zszyty – 3 rany, ponad 15 szwów.